top of page

Żargon świąteczny we współczesnych mediach – co naprawdę do nas mówi?

  • slowadopoprawki87
  • 4 gru 2025
  • 4 minut(y) czytania

Kiedy zbliża się grudzień, w mediach zaczyna obowiązywać zupełnie inny język. Jakby ktoś przełączył komunikację na tryb świątecznego turbo. Nagle pojawiają się hasła, których w listopadzie nikt by nie odważył się użyć. Z radia słychać o „świątecznym szale zakupów”, reklamy bombardują „last minute gifts”, a Internet zasypuje nas nowymi neologizmami: „świątecznik”, „prezentoza”, „mikołajkowe must have”. I choć część z tych słów brzmi zabawnie, inne sprawiają, że mamy ochotę schować się pod koc z kubkiem herbaty i udawać, że nas to nie dotyczy.

Postanowiłam przyjrzeć się bliżej temu nieformalnemu świątecznemu słownikowi. Bo choć te słowa bywają na pozór błahe, bardzo celnie pokazują, jak zmienia się kultura, tempo życia i nasze oczekiwania wobec grudnia – miesiąca magii, ale i marketingu.


„Świąteczny szał zakupów” – król grudniowych nagłówków

Nie ma drugiego hasła, które tak dobrze definiuje podejście do świąt, jak właśnie „świąteczny szał zakupów”. W mediach pojawia się jak mantra. Czasem informacyjnie („świąteczny szał zakupów trwa”), czasem alarmująco („czy szał zakupów wymknął się spod kontroli?”), a czasem całkiem żartobliwie.

To wyrażenie oddaje esencje przedświątecznego zamieszania: gonitwę po galeriach handlowych, wciskanie się z torbami do zatłoczonych tramwajów, polowanie na przeceny i paniczne decyzje przy kasie. Media powtarzają je tak często, że stają się symbolem grudniowej atmosfery. Co ciekawe – nie zawsze pozytywnym. „Szał” sugeruje coś niekontrolowanego, szalonego, a nawet trochę przymusowego. I rzeczywiście, kiedy uświadamiamy sobie, że mamy jeszcze tyle do kupienia, zaczynamy rozumieć, jak trafne to określenie bywa.


„Black week”, „last minute gifts” i inne anglicyzmy, które już tu zostały

Jeszcze kilka lat temu wyrażenia takie jak „Black Friday” czy „Cyber Monday” brzmiały w Polsce egzotycznie. Dziś trudno wyobrazić sobie listopadowo-grudniowy krajobraz medialny bez „Black week” rozciągniętego często na dwa tygodnie, a nawet cały miesiąc. Marki prześcigają się w hasłach: „Black week XXL”, „Black week w wersji premium”, „Black week na spokojnie”, jakby same nie do końca wierzyły, że ktokolwiek jeszcze ogarnia, który to właściwie „Black”.

W grudniu pojawia się za to kolejna angielska fala „last minute gifts”. Reklamy krzyczą, że to już ostatnia szansa. Influencerzy pokazują gotowe koszyki zakupowe. A my, wciągnięci w tę narrację, naprawdę zaczynamy przejmować się, że zostanie nam tylko kupowanie prezentów „na szybko”, choć przecież świat się od tego nie zawali.

Anglicyzmy w świątecznym żargonie mają dwie funkcje: po pierwsze, nadają komunikacji pozornie nowoczesnego charakteru, a po drugie – świetnie sprzedają. Bo jeśli coś jest last minute, to przecież trzeba działać natychmiast.


Nowa fala: „świątecznik”, „prezentoza” i inne słowotwórcze perełki Internetu

W ostatnich latach na TikToku, Instagramie i forach rodzicielskich zaczęły pojawiać się nowe, zupełnie nieformalne i często żartobliwe neologizmy. To właśnie język Internetu tworzy najciekawszy współczesny żargon świąteczny. I czasem robi to z fantazją, której mogą pozazdrościć zarówno copywriterzy, jak i reklamy telewizyjne.


„Świątecznik” – grudniowe „everything book”

Słowo świątecznik bywa używane jako nazwa:

  • tematycznego magazynu o świętach,

  • specjalnej edycji kalendarza adwentowego,

  • świątecznego zeszytu z zadaniami dla dzieci,

  • albo po prostu… grudniowego niezbędnika.

Brzmi ciepło, domowo, trochę jak „poradnik”, trochę jak „kalendarz”. I od razu wiemy, że chodzi o coś, co ma pomóc nam wejść w świąteczny klimat.


„Prezentoza” – choroba, która dopada większość dorosłych

„Prezentoza” to ukochane słowo „memiarzy”. Określa:

  • niekontrolowaną chęć kupowania prezentów,

  • wrażenie, że wszyscy wokół już coś kupili, tylko my nie,

  • lub po prostu… tą codzienną presję, że prezent ma być „idealny”.

To neologizm, który z humorem rozbraja napięcie związane z obdarowywaniem. W końcu jeśli coś ma końcówkę -oza, traktujemy to bardziej jak przypadłość przejściową, nie tragedię.

Inne internetowe hity

  • „choinkologia stosowana” – czyli obsesyjne analizowanie, czy gałązki dobrze leżą, czy nie,

  • „piernikowanie” – rodzinne (lub samotne) sesje wypiekania pierników,

  • „światełkowy spam” – zalew zdjęć lampek na Instagramie,

  • „bombkoholik” – osoba, która co roku musi kupić nowe ozdoby.

Internet kocha takie słowotwórcze zabawy, bo pozwalają poczuć wspólnotę – wszyscy żartujemy z tych samych grudniowych absurdów.


Dlaczego kochamy (albo nienawidzimy) ten świąteczny żargon?

Język reaguje na emocje społeczne. A święta budzą więcej emocji niż jakikolwiek inny okres: radość, stres, ekscytację, presję, nostalgię… Nic dziwnego, że wokół nich powstaje cała żargonowa otoczka.

Świąteczny żargon:

  • normalizuje stres („prezentoza” brzmi zabawnie, nie groźnie),

  • nadaje rytm (Black week → Mikołajki → last minute gifts → Wigilia),

  • buduje wspólnotę (każdy przeżywa to samo),

  • wzmacnia marketing (nie ma kampanii bez charakterystycznego słownictwa),

  • tworzy atmosferę (nawet jeśli nie zawsze taką, jakiej chcemy).

Z drugiej strony – może męczyć. Ilość powtarzanych sloganów, memów i anglicyzmów bywa przytłaczająca. Zwłaszcza gdy media mówią jednym głosem: kup, zrób, zdąż, przygotuj. Brakuje wtedy przestrzeni na spokojne celebracje, które dla wielu są esencją świąt.


Świąteczny język jako lustro naszych czasów

Kiedy patrzę na świąteczny żargon, widzę w nim coś więcej niż zabawne słówka. Widzę tempo świata, które nie zwalnia nawet w okresie, który z założenia miał być spokojny. Widzę kreatywność internautów, którzy bawią się językiem, żeby nadać sens codziennemu chaosowi. Widzę marketing, który wymyśla kolejne hasła, żeby zachęcić nas do zakupów, ale też rodziny, które tworzą swoje małe tradycje językowe.

Czy to dobrze? W jakimś sensie tak. Język żyje, zmienia się, reaguje na tradycje i trendy. A świąteczne słownictwo – choć czasem przesadzone – daje ciekawy wgląd w to, kim jesteśmy jako społeczeństwo w grudniu.

I może właśnie o to chodzi, żeby między „świątecznym szałem zakupów”, „last minute gifts” a kolejną „prezentozą” znaleźć trochę własnego spokoju. Nawet jeśli oznacza to wyłączenie powiadomień i ucieczkę do kubka gorącej czekolady.

Matka Polka Korektorka

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Formularz subskrypcji

Dziękujemy za przesłanie!

  • Facebook
  • Instagram

©2024 by Słowa do poprawki. Stworzone przy pomocy Wix.com

bottom of page